|
Jej stylistyka jest pełna sprzeczności. Niby agresywna, ale stonowana. Podchodzisz, otwierasz drzwi i myślisz, że za chwilę dostojnie przejedziesz przez miasto, jak na biznesmena przystało. Jesteś już spóźniony, przekręcasz kluczyk, budząc potwora… Jedna literka – M – i wszystko staje się jasne! Ten model od lat budzi niespotykane emocje. Każdemu, kto choć raz przejedzie się „emką”, na długo zapada to w pamięci. M-Power ma po prostu to coś! Dźwięk, moc i kto wie, co jeszcze.
Prezentowany sedan to najnowszy model koncernu BMW, czyli E60 M5. Miał premierę w 2004 roku. Sporej wielkości limuzyna różni się od swoich słabszych braci zdecydowanie bardziej masywnymi zderzakami, szerszymi progami i głębszymi przetłoczeniami błotników. Lusterka zewnętrzne mają inny, bardziej dynamiczny kształt, a w przednich błotnikach umieszczono wloty powietrza z małym logo M. Cztery końcówki układu wydechowego wkomponowane w masywny tylny zderzak od razu nam mówią, że pod maską drzemie coś mocniejszego niż dwulitrowy diesel. Całości dopełniają dość spore, bo 19-calowe, felgi, również sygnowane magiczną literą. 
W środku pełen luksus, ale da się zauważyć sportowe akcenty wyróżniające wersję M. Wnętrze jest jednak stonowane i nie razi kiczowatością, jak w autach niektórych producentów – widać, że pierwszeństwo odgrywają jakość i elegancja. Skórzana tapicerka i elektrycznie regulowane fotele to praktycznie standard w tej klasie aut. Mamy tutaj dodatkowo wysuwaną podpórkę pod uda i pamięć ustawień. Dobrze dobranymi detalami, pięknie kontrastującymi z dominującym czarnym kolorem, są aluminiowe wstawki na tunelu środkowym i desce rozdzielczej oraz ramki zegarów. Najważniejszy jednak jest magiczny przycisk „M”, za pomocą którego zwiększamy moc silnika o 25 procent! Wówczas zawieszenie i wspomaganie układu kierowniczego się utwardzi, a fotele czulej nas obejmą, by zapewnić lepsze trzymanie boczne. Kilka kolejnych przełączników pozwoli dodatkowo wyłączyć systemy niepozwalające na szaleństwa, ale zarazem wspomagające w krytycznych sytuacjach. Nie ma co rozpisywać się o sześciu poduszkach powietrznych, klimatyzacji, komputerze pokładowym i pozostałych innych ciekawych i nowoczesnych gadżetach, bo w tej klasie aut to norma. 
Najważniejsze skrywa się pod sporej wielkości maską. Wysokoobrotowy silnik V10 40V z podwójnym Vanosem o pojemności 5 litrów aż kipi mocą. 507 koni mechanicznych i 520 Nm osiągane jest przy 6100 obr./min i katapultuje samochód do przodu z ogromną siłą. 4,5 sekundy do setki przy takiej masie i gabarytach to już nie przelewki. Na szczęście ogromne tarcze Brembo o średnicy 360 mm już po 36 m zatrzymują samochód ze 100 km/h. Dobrze położony środek ciężkości i tylny napęd zapewniają świetne właściwości jezdne. 
Skrzynia biegów to również dzieło sztuki i techniczny majstersztyk. 7-biegowa zaawansowana i zautomatyzowana przekładnia SMG trzeciej generacji dysponuje 11 trybami pracy. W trybie automatycznym dostosowuje moment zmiany przełożenia do stylu jazdy kierowcy. Szybkość wrzucania biegów jest niesamowita i wynosi tylko 0,065 sekundy. Dodatkowo można to robić drążkiem zmiany biegów i łopatkami przy kierownicy. Na szczęście BMW przewidziało, że nie każdy klient okiełzna taką bestię i mnogość elektronicznych systemów kontroli trakcji oraz hamowania zapewnia maksimum bezpieczeństwa przy jednoczesnym wykorzystaniu mocy auta. 
M-Power to potężna maszyna i nieraz będziemy o niej pisać na naszych łamach. Ale ta nie jest zupełnie seryjna. Przypadek sprawił, że natknąłem się na nią. Odcinek drogi, którym standartowo jeżdżę, był zablokowany, więc zamiast w prawo, skręciłem w lewo. Nagle pasem obok przemknął bezszelestnie jakiś ciemny pojazd – nietypowo ciemny. Po chwili na klapie ujrzałem magiczny znaczek M. Z ciekawości zapytałem, gdy dogoniłem auto na światłach, co drzemie pod maską, bo u nas w kraju co drugie BMW ma znaczek M-Power na klapie. Dowiedziałem się, że to jednak prawdziwa „emka”, co lepsze – z kilkoma dodatkami od renomowanego tunera marki AC Schnitzera. 
Już podczas sesji zdjęciowej jej właściciel, Janusz, opowiedział historię auta. Przypłynęło do nas w kontenerze z USA w 2007 roku, zostało wyprodukowane rok wcześniej. Z dokumentów dowiedzieliśmy się, że posiada karbonowy stabilizator i takież błotniki! Również emblematy nie są standardowo biało-niebieskie, ale karbonowo-białe. Z oferty wspomnianego już Schnitzera wybrano delikatne spojlery na bagażnik i szybę, które dodatkowo podkreśliły sportowy rodowód „beemki”. We wnętrzu kilka dodatków, jak na przykład dźwignia hamulca ręcznego, także jest sygnowane jego logo. 
Auto zaraz po sprowadzeniu posiadało jeszcze więcej ciemnych dodatków. Chromowany grill zastąpiony był przez czarny odpowiednik i ten element stylingu pozostał do dziś. Przyciemnione boczne szyby przywodzily na myśl auta z gangsterskich filmów. Amerykańskie nakładki na tylne lampy dodawały charakteru masywnej rasowej czarnej sportowej limuzynie. Jednak Janusz został zmuszony do wprowadzenia kilku zmian, gdyż nie chciano tak wyglądającego auta zarejestrować. Zniknęła więc folia z przednich bocznych szyb i górne części z nakładek kloszy. 
Auto Janusza ma teoretycznie mało zmian – tylko co zmieniać w takim samochodzie, jak M5? Lepiej nic, bo może przynieść to więcej krzywdy niż pożytku. Takie auto służy do delektowania się jazdą i do sprawiania przyjemności właścicielowi. Doświadczony kierowca potrafi w pełni wykorzystać potencjał drzemiący w M5 i przeżyć niezapomniane chwile pełne ekstremalnych doznań. Tego życzymy Januszowi, a jego synowi rychłego zdobycia prawa jazdy, by mógł w pełni dzielić pasję ojca… DANE I FAKTY: (seryjne) BMW E60 M5 2006 r. Silnik: BMW M-Power S85B50 – DOHC 40V, 2 katalizatory, podwójny VANOS, V10 90° wolnossący, 4 zawory na cylinder, 4998 ccm (5,0 litra), 507 KM przy 8250 obr./min, 520 Nm przy 6100 obr./min, skrzynia 7-biegowa sekwencyjna, napęd na tył. Nadwozie: karoseria wykonana ze stali i aluminium, agresywniej stylizowane zderzaki, szersze progi, głębsze przetłoczenia błotników, w przednich błotnikach wloty powietrza z logo M-power. Koła: 19-calowe felgi aluminiowe, opony 235/35/19. Zmiany: przyciemnione szyby, spojler bagażnika AC Schnitzer, blenda na szybie AC Schnitzer, czarny grill, karbonowe błotniki, karbonowy stabilizator, ciemne nakładki na tylne klosze, karbonowe znaczki na masce silnika i pokrywie bagażnika. Łukasz „Mapet” Janecki Fot. Mikołaj Urbański
|