|
Małe, bardzo szybkie i zwinne auta z porządnym silnikiem i skrojonym na miarę wnętrzem. Tak! Takie auta zawsze mi pasowały. Jeżeli samochód jest przy tym zgrabny i ma tylny napęd, pełnia szczęścia wydaje się w zasięgu ręki. 
Zacznę od tego, co najważniejsze w BMW 123d Coupé, czyli od silnika. Jeżeli nawet nie jest cudem techniki i tak zasługuje na kilka pełnych zachwytu zdań! Po pierwsze, jest nowością i to nie tylko w palecie motorów oferowanych dla serii „jeden” z dłuższym tyłem. Ma dwa litry pojemności i system podwójnego doładowania. I oczywiście jest dieslem. Proszę się jednak nie przerażać. Uszu nie będzie niepokoił żaden niechciany dźwięk. Zasiadamy w przednich superfotelach i delektujemy się wrażeniami z jazdy, które podkręca natychmiastowa reakcja na wciśnięcie pedału gazu. Trzeba przyznać inżynierom z Monachium, że poprzeczkę zawiesili na naprawdę wysokim poziomie. Kultura pracy silnika nie budzi zastrzeżeń. BMW zadbało także o inne pozytywne i zdolne podnieść poziom adrenaliny wibracje. Coupé 123d ma 204 KM i 400 Nm – jest się zatem czym pobawić! Czterocylindrowy motor 123d wyposażono w dwie sekwencyjnie pracujące turbosprężarki. Jest to układ doskonale znany z większego brata, motoru 35d. Mniejszy o dwa cylindry i litr pojemności 23d dzięki zastosowaniu między innymi aluminiowej skrzyni korbowej jest nie tylko lekki, ale i wyposażony w najnowszy układ Common Rail trzeciej generacji oraz wspomniany już układ Variable Twin Turbo. Dzięki małej turbinie chwytającej napędzające ją gazy w dolnych zakresach obrotów silnika i drugiej, większej, dającej „kopa” przy wyższych obrotach, praktycznie nie ma zjawiska turbodziury, co dla kierowcy ma głównie jeden skutek: bardzo dobrą elastyczność silnika. Motor najlepiej ciągnie w zakresie od 1800 do 3500 obr./min. Diesel nie boi się jednak nawet wysokich obrotów, a strzałka obrotomierza może zapuszczać się w tym przypadku w o wiele wyższe partie niż u konkurencji. Silnik potrafi nadal zadziwić mocą nawet powyżej 4000 obr./min. 
Żadnemu kierowcy BMW nie musimy chyba tłumaczyć, co można robić z małym tylnonapędowym coupé z manualną skrzynią biegów o mocy 204 KM po przytrzymaniu przez ponad pięć sekund przycisku z napisem DTC. Z odłączoną kontrolą trakcji „jedynka” obraca się szybciej niż śmigło helikoptera, a jeżeli komuś nie brak umiejętności i bezpiecznej przestrzeni, długie łuki na równej nawierzchni stają się najprzyjemniejszą drogą marzeń! 123d do pierwszej setki potrafi rozpędzić się w 7 sekund, a strzałka jej prędkościomierza zatrzymuje się w okolicach 235 km/h. Oprócz mocy i wrażeń sprawiających, że znów chce się jeździć po Polsce, BMW 123d Coupé ma także inne oblicze. To auto potrafi być również ekonomiczne, ale tylko w tandemie z rozsądnym kierowcą. Sam samochód stara się jak może dać nam do zrozumienia, że czasem warto lżej nacisnąć pedał gazu. 123d ma seryjnie oferowany układ Start/Stop, czyli wymuszenie gaszenia silnika na biegu jałowym podczas postoju. W praktyce wygląda to następująco: dojeżdżamy na przykład do czerwonych świateł, wrzucamy „luz” i puszczamy sprzęgło, po czym momentalnie 23d zamiera. Oczywiście silnik potrafi uciszyć się jedynie na chwilę. Uruchamiany jest bowiem automatycznie w momencie wciśnięcia sprzęgła lub po dłuższym postoju. BMW 123d wyposażono fabrycznie w system odzyskujący energię podczas hamowania (pakiet Efficient Dynamics). Wszystkie „czarodziejskie sztuczki” pozwalają według danych producenta osiągnąć spalanie na poziomie 5,2 litrów na sto kilometrów. Mnie udało się zejść do 5,8 litra. I tak uważam to za sukces. Własnej wstrzemięźliwości, oczywiście. Podczas energicznego czerpania pełnymi garściami z potencjału 204 KM apetyt auta rósł do ponad 8 litrów na sto kilometrów. Konstruktorzy przewidzieli pojemność baku na 51 litrów. Postawmy jednak sprawę jasno. Czy po zakupie tego auta będziecie non stop nerwowo spoglądać na wskaźnik paliwa? Chyba jednak nie... 
Zawieszenie jest według mnie idealnym dla tego właśnie auta kompromisem pomiędzy sportowymi a normalnymi i przydatnymi na co dzień nastawami. Podczas kilkudniowego testu nie pokonałem oszałamiającej przestrzeni mierzonej w kilometrach, ale po przejechaniu prezentowaną „jedynką” blisko półtora tysiąca kilometrów powiem jasno: auto z tym zawieszeniem nie męczy, potrafi doskonale utrzymać tor jazdy, pomimo iż zachowało rozstaw osi hatchbacka oraz skłonność do nadsterowności w szybszych zakrętach, jednak poddane sporym obciążeniom zachowuje się nad wyraz przewidywalnie. Spodziewałem się po 123d więcej agresywnego i bardziej kapryśnego charakteru, ale jego konstruowaniu przyświecała zapewne idea złotego środka. I chwała Bawarczykom za to. 
We wnętrzu poczujemy się niczym w kinie na remake’u dobrego i wielokrotnie oglądanego filmu. Będziemy doskonale wiedzieć, co i gdzie się wydarzy, a wszystko będzie niczym déjà vu. Nic w tym dziwnego. Kokpit żywcem chyba przeniesiono z hatchbacka z wyjątkiem drzwi z szybami bez ramek. Nic w tym jednak złego. Oprócz „ogołoconych” przednich szyb pozostała przecież wzorcowa ergonomia. Wsiadasz i jedziesz. Dopiero po chwili stwierdzasz, że wszystko znajduje się na odpowiednim i naturalnym dla ciebie miejscu. Po kilku dłuższych chwilach spędzonych w „jedynce” doceniasz doskonałe przednie fotele. Możemy je ustawić bardzo nisko, oparcie postawić do pionu i dopompować podparcie boczne. W pełni zasługują na miano sportowych. I choć dostępne są za dopłatą ponad 2.200 złotych, to wydanie tej kwoty jest jak najbardziej usprawiedliwione. Okaże się bowiem, że jakość i klasa nabytego produktu są warte każdej wydanej złotówki. Drugim płatnym godnym polecenia dodatkiem z listy opcji jest wielofunkcyjna praktyczna kierownica. Warto również posiadać w swojej „jedynce” ksenonowe reflektory. 
Manualna sześciobiegowa skrzynia, spasowana ciasno, działająca niezwykle precyzyjnie, jest na szczęście w cenie bazowego modelu 123d Coupé. Oprócz tego w cenie kompletnego „golasa”, czyli auta wyposażonego według norm seryjnych, otrzymujemy: układy czuwające nad naszym bezpieczeństwem, czyli ABS i DSC (ESP), sześć poduszek gazowych, elektrycznie sterowane szyby oraz lusterka, klimatyzację, radio CD, skórzane obszycie kierownicy i 17-calowe felgi. Niby sporo tego, a jednak dla większości nawet średnio zarabiającego rodaka cena 132.300 złotych za auto kompaktowe jest nadal zbyt wysoka. Z dziennikarskiego obowiązku muszę podać cenę ,,dopieszczonego” pod względem płatnych dodatków egzemplarza testowanego, która zamyka się kwotą nieco ponad 175 tysięcy złotych. Za tę cenę (około 51.700 euro) na niemieckim rynku wtórnym możemy zakupić BMW 745d z roku 2006 z przebiegiem 72 tysięcy kilometrów (źródło www.mobile.de średni kurs NBP 3.40 zł za 1 euro). Oczywiście będzie to zawsze auto używane, ale... reprezentujące najwyższy spośród oferowanych przez BMW segment limuzyn prestiż. 
Teraz trochę o komforcie pasażerów. Na ile osób skrojono piękne skórzane wnętrze? Powiem tak: nie wybrałbym się tym autem w cztery osoby na wakacyjne wojaże. Zatem i tym razem para jest najlepszym rozwiązaniem, jakie trafić się może „jedynce” w wersji coupé. Dlaczego i tym razem? Ponieważ podobne odczucie miałem jeżdżąc modelem 118d hatchback. W układzie 2+0 podróżujący będą najbardziej zadowoleni. Co nie oznacza, że jest to jedyna możliwa konfiguracja, a rejestracja tego auta jako czteroosobowego tylko sloganem reklamowym. Bynajmniej nie. Na krótszych dystansach 123d coupé doskonale spełnia wymogi auta czteroosobowego. W dłuższych trasach kierowca mojego wzrostu (185 cm), o ustalonych upodobaniach pod względem ustawienia fotela (w ¾ odsunięty, oparcie w pionie), może czuć pewien dyskomfort. 
Innym problemem może okazać się pojemność bagażnika. 370 litrów to czasem zbyt mało dla czterech pasażerów wybierających się w dłuższą podróż. Zwłaszcza jeżeli wśród nich są dwie przedstawicielki płci pięknej, które lubią czarować resztę wycieczki strojami. Rozważcie zatem, Panowie, możliwość uszczypliwych uwag swoich towarzyszek podróży. Pewne niedobory przestrzeni bagażowej nie mogą jednak przesłonić pięknej linii nadwozia coupé. O ile hatchback budził mieszane uczucia, coupé wygląda o niebo lepiej. To auto może się podobać i mnie zdecydowanie przypadło do gustu. Wydłużony tył (o 12 centymetrów w stosunku do długości hatchbacka), nadające dynamiki przetłoczenia po bokach karoserii, klapa bagażnika z lekko narysowanym zespolonym spojlerem oraz zdecydowane spojrzenie przednich reflektorów przedzielonych sporym wlotem powietrza u dołu i nieśmiertelnymi „nerkami” BMW sprawiają, że całość wygląda po prostu bardzo dobrze. Tak, jak rasowe coupé powinno się prezentować.
DANE I FAKTY BMW 123d Coupé rok produkcji 2007 WYMIARY: długość 4360 mm, szerokość 1748 mm, wysokość 1423 mm, rozstaw osi 2660 mm, masa własna 1420 kg, dopuszczalna masa całkowita 1860 kg. SILNIK: umieszczony wzdłużnie z przodu, wysokoprężny rzędowy 4-cylindrowy i 16-zaworowy z dwoma wałkami rozrządu w głowicy i Common Railem, układ sekwencyjnie pracujących dwóch turbosprężarek. Moc 204 KM przy 440 obr./min i 400 Nm w zakresie 2000 do 2250 obr./min. ZAWIESZENIE: z przodu wahacze poprzeczne i kolumny MacPhersona, stabilizator, z tyłu układ wielowahaczowy, sprężyny i amortyzatory, stabilizator. KOŁA: 17-calowe felgi z oponami z przodu 205/50R17 i z tyłu 225/45R17. CENA: od 132.300 zł Mikołaj Urbański Fot. autor
|