|
Każdy mężczyzna ustala w swoim życiu priorytety, ma też marzenia, które stara się realizować. Z całą pewnością do jednego z nich możemy zaliczyć jeśli nie posiadanie, to chociaż przejażdżkę rasowym kabrioletem.  Nowe samochody tego typu są przeważnie drogie i nieosiągalne dla większości z nas, ale na szczęście istnieje rynek aut używanych. Wybór pojazdów z otwieranym dachem jest dość duży i znaczna część szanujących się producentów ma w swojej ofercie chociaż jeden taki model. Wiadomo, iż „tak krawiec kraje, jak mu materiału staje”, dlatego też nie każdy będzie mógł sobie pozwolić nawet na kilkuletni wóz. Znalezienie odpowiedniego pod względem ceny i jakości egzemplarza niestety w wielu przypadkach graniczy z cudem z powodu trudno dostępnych części zamiennych i kosztownej codziennej eksploatacji. Znaczący wpływ na ograniczoną liczbę używanych kabrioletów ma też klimat. Nie oszukujmy się, mamy tylko kilka miesięcy, podczas których możemy w pełni nacieszyć się jazdą z odkrytym dachem. Inaczej sytuacja wygląda w krajach śródziemnomorskich, gdzie użytkowników tego typu aut nie brakuje i przeglądając tamtejsze ogłoszenia często możemy natrafić na niezwykle interesujące oferty. Krajowe podwórko pod tym względem prezentuje się ubogo, ale redakcji BMW TRENDS udało się znaleźć dwie imponujące wyglądem i rozmachem modyfikacji poczciwe „trójki”.
BMW Dawida
Dawid już od najmłodszych lat marzył o „e-trzydziestce”. Gdy miał osiem lat, otrzymał w prezencie model 325iC, który zapragnął w przyszłości zamienić na rzeczywistych rozmiarów samochód. Jak wiemy z doświadczenia, dziecięce marzenia często pozostają niezrealizowane lub ulegają szybkiej zmianie, jednak nie w tym przypadku. Jesienią 1997 roku znajomy naszego bohatera podsunął mu pomysł kupienia ciekawej, liczącej wówczas prawie 10 lat, E30. 
Auto miało na liczniku niecałe 120 tysięcy kilometrów, a jego pierwszym i jedynym właścicielem był Francuz mieszkający na pograniczu z Belgią. Ogólny stan samochodu nie był w pełni zadowalający. Po małej kolizji z motocyklem miał nieznacznie uszkodzone prawe drzwi i tylny błotnik, jednak to zasadniczo wpłynęło na ostateczną, możliwą do przyjęcia, cenę i dało szansę wykazania się krajowym blacharzom. Poza tym wszystko w stu procentach zgadzało się z oryginałem. Brak oznak jakiegokolwiek tuningu i bardzo bogate wyposażenie seryjne (ABS, skórzana tapicerka, podgrzewane fotele, pełna elektryka szyb) zapowiadało bezproblemową i komfortową dalszą eksploatację. I rzeczywiście, pierwsze miesiące użytkowania nie przyniosły żadnych niespodzianek. Modyfikacji, jakie wprowadził pierwszy właściciel, też było niewiele, a właściwie ograniczyły się do zmiany felg na 15-calowe Borbet typ „b” wraz z oponami w rozmiarze 205/55. Z każdym kolejnym dniem Dawid utwierdzał się w przekonaniu, iż postąpił słusznie nabywając ten samochód, dlatego postanowił sukcesywnie modyfikować swoje wymarzone i długo wyczekiwane autko. 
W pierwszej kolejności zamontowane zostały nowe progi Hartge, jakże modne w „kanciastych” latach 80. Przedni spojler j to dzieło AC Schnitzera, podobnie jak i tylna dokładka. Aluminiowe obręcze powiększyły się o jeden cal, założono na nie szersze opony na niższym profilu. Zawieszenie szybko zostało utwardzone oraz znacząco obniżone. Kolejne zmiany stylistyczne miały już tylko kosmetyczny charakter. Przednia chromowana nerka ustąpiła miejsca czarnej, lepiej komponującej się z przodem auta. Usunięto klamki, które zdaniem właściciela burzyły klasyczną boczną linię samochodu. Zniknęły również oznaczenia i pojawiła się nowa końcówka wydechu Ultera. W tej formie E30 przejeździło całe dwa lata i trzeba przyznać, że mogło się podobać. 
Po krótkiej przerwie nadszedł czas na kolejne poprawki. Żółte reflektory stanowiące wymóg rynku francuskiego??? zostały zastąpione przez czarne, sygnowane logo Hella. Tylne to też produkt z katalogu powyższej firmy. Utrzymanemu w jasnej kolorystyce wnętrzu dodano odrobinę imitacji aluminium na desce rozdzielczej oraz nakładki z tego lekkiego stopu na pedały oraz progi. W 2004 roku zajęto się silnikiem. Wyciągnięto go, rozkręcono i dokładnie wyczyszczono. Blok został pomalowany na czerwono (podobnie jak zaciski hamulców), głowica splanowana, a uszczelka pod nią wymieniona. Wszelkie elementy aluminiowe wypolerowano, a stalowe pojechały do chromowania. Wiele miesięcy wytężonej pracy przyniosło oczekiwany efekt i w kwietniu 2005 roku silnik był gotowy do montażu. Przy okazji, aby usprawnić układ hamulcowy, wymieniono tarcze wraz z klockami na wydajniejsze. Aluminiowe obręcze znowu zyskały nowy deseń za sprawą zamiany na 17-calowych Alessio Turbo z oponami Michelin 215/40. 
Ostatnie zmiany mają już typowo gadżeciarski charakter. Odpalanie jednostki napędowej i otwieranie drzwi odbywa się za pomocą pilota, a najciekawsze dla nas obiekty, łączące oba prezentowane dziś auta, możemy znaleźć otwierając bagażnik. Wewnątrz może zaskoczyć widok okazałej zabudowy audio wraz z... barkiem, w którym znalazł się pochodzący prawdopodobnie z Irlandii trunek. Butelka markowej whisky i dwie szklanki zachęcają do długich postojów podczas wakacyjnych wojaży. Podsumowując, z daleka najciekawsza wydaje się sylwetka, jednak przy bliższym poznaniu najbardziej zyskuje bagażnik. Za małymi szybkami ulokowane zostały designerskie arcyciekawe przedmioty. Za pierwszą kryje się sprawdzony na rynku car audio i elementarny wręcz przy dobrej instalacji nagłośnieniowej wzmacniacz Alpine V12. Za drugą, mniejszą, przeszkloną powierzchnią spoczywa mały model BMW E30iC, symbolizujący marzenia małego chłopca oraz późniejszą wytrwałość w dążeniu do celu. Lata poświęceń i wyrzeczeń przyniosły zadziwiający efekt. Czarne tablice rejestracyjne są nie lada gratką – coraz rzadziej można je spotkać. Przeważnie za sterami aut z takimi „blachami” zasiadają emerytowani posiadacze zdobyczy socjalistycznej myśli motoryzacyjnej. Ponadto wszystkie przeprowadzone zmiany – tak zewnętrzne, jak wewnątrz auta – delikatnie podkreślają charakter drzemiącego pod maską silnika i emanującego luksusem wnętrza. Do tego wszystkiego felgi o niebanalnym wzorze w parze z niskim zawieszeniem nawiązują nieco do bulwarowego stylu życia, podobnie jak głośny bas wydobywający się z czeluści bagażnika. Z pewnością jest to jedno z najlepiej zrobionych cabrio E30 w Polsce. Dawidowi gratulujemy wytrwałości oraz cierpliwości przy wykonywanych pracach i liczymy na więcej w przyszłości. E30 Roberta
Ta „bawarka” już po raz drugi gości na naszych łamach, jednak jest o tyle ciekawa, a nawet unikatowa, że postanowiliśmy zaprezentować ją po raz kolejny. W poprzednim numerze uchyliliśmy jedynie rąbek tajemnicy. 
Robert od początku wiedział, jakie auto sobie sprawi i co z nim zrobi. Na zakupioną w Bolesławcu „trójkę” czekał przestronny 40-metrowy garaż, w którym mógł w spokoju przeobrażać swoją srebrną maszynę w dzieło sztuki. Początki jak w większości przypadków bywają trudne, zwłaszcza w kompletowaniu nieczęsto występujących, popularnych w końcu lat 80., pakietów stylizacyjnych. Plan był następujący: zainstalować fabryczne ospojlerowanie M-Technic I i utrzymać auto w German Style’u, czyli miało być nisko i szeroko. Pierwsze prace były żmudne, należało sprawdzić cały samochód, aby wyeliminować kłopotliwe usterki i pozbyć się ewentualnych problemów związanych z przyszłą eksploatacją. Robert zaczął od przejrzenia blachy i zdiagnozowania częstego w kabrioletach zjawiska zmagazynowanej wody. Na całe szczęście tej beemce nic nie dolegało. Po oględzinach wymieniono przednie tarcze i klocki hamulcowe, założono nowe łączniki stabilizatora wraz z gumami, sworznie wahaczy oraz gniazda amortyzatorów. Nie zapomniano o wymianie oleju. Jeszcze tylko świece NGK i mechanicznie nie można się było do niczego doczepić. Następnie przyszła kolej na nadwozie. W ciągu tygodnia udało się kupić i zainstalować lampy Black Hella z kierunkowskazami w stylu black clear. Całość z przodu kolorystycznie uzupełniły pomalowane na czarno nerki. Następnie w Łodzi udało się znaleźć kompletne zawieszenie Bilstein B6. Po jego założeniu E30 prawie szoruje brzuchem po nawierzchni – obniżenie o 80 mm z przodu i odpowiednio 60 mm z tyłu wymusiło założenie osłony pod miskę olejową. Później zajęto się polerowaniem kolektora dolotowego – miesiąc w towarzystwie wiertarki z filcem i pastą polerską. Stopniowo z upływem szybko mijających dni auto zyskiwało blasku. W miejsce fabrycznych felg założono koła AZEV type A. W tym samym czasie pojawiły się przednia dokładka zderzaka oraz nowe progi. 
Wnętrze też czekały zmiany. Robert zadbał przede wszystkim o szczegóły, które uszlachetniają atmosferę smutnego na co dzień przedziału pasażerskiego. Nowa kierownica, gałka zmiany biegów, nasadka hamulca ręcznego, ringi na zegary czy chromowane rygielki to tylko niektóre elementy. Następnie zrodził się pomysł tchnięcia w auto „piwnego” ducha. I tak pod maską pojawiła się pięciolitrowa puszka służąca jako zbiornik płynu do spryskiwaczy oraz osłona cewki wykonana z puszki po Heinekenie. Robiło się coraz ciekawiej. Komora silnika została na nowo pomalowana srebrnym lakierem, a wygłuszenie trafiło na śmietnik, gdyż gąbka od nadmiernej temperatury zaczynała się kruszyć. Osłonę akumulatora i pojemnik z bezpiecznikami wykonano z kwasówki. Do auta zaczęły trafiać kolejne komponenty z palety Heinekena. Lusterko wsteczne to nic innego jak butelka z limitowanej aluminiowej serii, opaski jako obejmy przepływomierza, kapsle posłużyły do prowadnic na masce, zaś zielony neon z logo firmy trafił na pokrywę bagażnika. Kolejne pół roku zajęły prace nad zaprojektowaniem i wykonaniem profesjonalnej i oryginalnej zabudowy „kufra”. W pierwszej kolejności powierzchnię bagażową zajmowała instalacja audio. JL Audio i Alpine to dobre połączenie mocy z brzmieniem, o czym możemy się przekonać już delikatnie przekręcając potencjometr. Łącznie pięć głośników z okablowaniem Dietza i jednostką sterującą Alpine CDA 9831. W bagażniku nieodzowne okazały się również piwne akcenty. Za dwiema szybami z pleksi da się zauważyć puszkę oraz małą beczułkę, z której poprzez własnego pomysłu instalację do szklanek spływa szlachetny złocisty napój. Istotne jest to, że przy tak skrupulatnie zagospodarowanej przestrzeni znalazło się też miejsce dla koła zapasowego, a zdemontowanie jego zabudowy nie zajmie więcej niż 15 minut. Jednak najlepszy efekt widać po zapadnięciu zmroku. Delikatne niemęczące światło uwydatnia najważniejsze elementy instalacji: szklanki, kranik oraz puszkę. 
Po raz pierwszy w życiu spotkałem się z tak przygotowanym autem. To chyba jedyne tak zmodyfikowane auto w Polsce i z pewnością jedne z niewielu w Europie. Robertowi należą się słowa uznania za pomysłowość i jakość wykonania. W czasie jazdy nie słychać żadnych niepokojących odgłosów ani szmerów płynących z zabudowy. Wzorowe spasowanie. Brawo.
Przedstawione przez nas dwa na pozór podobne auta różnią się od siebie diametralnie. Łączą je dwie wspólne cechy: dbałość o szczegóły i niecodzienne wyposażenie bagażnika. Które z nich jest bardziej interesujące, zdecydujcie sami, jednak naszym zdaniem oba świetnie wyglądałyby obok siebie na każdym zlocie. Piotr Mokwiński Fot. Mikołaj Urbański Dane i fakty: BMW E30 325i cabrio Silnik: R6 2.5 170 KM przy 5800 obr./min i 222 Nm przy 4300 obr./min, blok pomalowany na czerwono, splanowana głowica, lepsza uszczelka pod głowicą, elementy aluminiowe wypolerowane, chromowana rozpórka, silnik odpalany z pilota. Osiągi: 0 – 100 km/h 8,7 sekundy, V-max 216 km/h. Nadwozie: progi Hartge, przedni spojler i tylna dokładka AC Schnitzer, nowa czarna nerka, usunięte klamki, przednie i tylne reflektory Hella, lusterka stylizowane na M3, światła biksenonowe. Wnętrze: oryginalna skórzana tapicerka, imitacja aluminium na desce rozdzielczej, aluminiowe nakładki na progi i pedały, profesjonalna zabudowa bagażnika: system audio oraz barek z aparaturą do spożycia whisky, całość obita skórą. Zawieszenie: utwardzone i obniżone, wydajniejsze tarcze i klocki hamulcowe. Koła: Alessio Turbo 17 cali z oponami 215/40 Michelin. Inne: podziękowania dla ojca i brata za pracę, jaką włożyli w ten samochód, oraz za wparcie od przyjaciół (Radek i Marcin). I kilka słów dla żony: Kocham cię i dziękuję za wszystko. Właściciel: Dawid Dane i fakty: BMW E30 325i cabrio Silnik: R6 2.5 170 KM przy 5800 obr./min i 222 Nm przy 4300 obr./min, świece NGK, olej Mobil 1 15w40, osłona miski olejowej z blachy 5 mm, zbiornik spryskiwaczy z puszki Heinekena, polerowany alternator, polerowana rozpórka kielichów, bagnecik oleju wyciągany ze szklanej butelki po Heinekenie, silnik odpalany z pilota. Osiągi: 0 – 100 km/h 8,7 s, V-max 216 km/h. Nadwozie: przednie lampy Hella, kierunkowskazy Depo Black Crystal, czarna nerka, pakiet M-Technic I, karbonowe klamki, korek wlewu paliwa z puszki Heinekena. Wnętrze: kierownica 32 cm, aluminiowa gałka zmiany biegów, nasadka ręcznego, włącznik świateł i kierunkowskazów, sprężyny w zagłówkach, ringi na zegarach, rygle, lusterko wsteczne z butelki po Heinekenie, czarna fabryczna skórzana tapicerka, cztery elektryczne szyby, podgrzewane fotele. Zawieszenie: Bilstein B6 80/60 sprężyny i amortyzatory (z tyłu włożone dwie gumy usztywniające, bo auto za nisko siedziało w stosunku do przodu), zaciski hamulcowe ATE w kolorze Heinekena, dystanse 15 mm z tyłu. Koła: Keskin kt4 New Racer 16x9 cale przód et 15 tył et 20 i dystans 15 mm, opony Falken GR-S 215/40/16. Audio: radio Alpine CDA 9831, subwoofer JL Audio, wzmacniacz Alpine MR-V 353 5-kanałowy, kable sygnałowe Dietz. Bagażnik: neon Heinekena zabudowany w klapie, polerowany i podświetlony na zielono klucz do kół, stalowa puszka Heinekena w zabudowie, minidystrybutor do nalewania piwa połączony z 5-litrową puszką kega, kolekcja podkładek Heinekena do szklanek, 2 szklanki 0,25 l podświetlane na zielono. Prośba: właściciel auta chętnie nawiąże współpracę z firmą chcącą promować swoje produkty w mobilny sposób. Kontakt: Robert 888-699-426,
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Inne: Podziękowania dla mojej dziewczyny, że wytrzymała marudzenie przy powstawaniu auta.
|